BIEG MASOWY – CO WARTO WIEDZIEĆ?

Bartosz Wesoły

Według obowiązujących w Polsce przepisów, o imprezie masowej możemy mówić wtedy, kiedy bierze w niej udział min. 1000 osób. Te same przepisy mają oczywiście zastosowanie przy klasyfikowaniu biegów ulicznych. Bieg, biegowi jednak nierówny, jest natomiast kilka elementów, które duże biegi masowe mają wspólne, a odróżniają je od mniejszych tego typu imprez. Co dokładnie mam na myśli? Przeczytaj i nie daj się zaskoczyć na zawodach!

 

OPŁATA STARTOWA

To pierwsza różnica jaką dostrzega się (już w trakcie zapisywania się na zawody) porównując małe biegi z tymi dużymi. Tak na logikę: mały bieg, to mniej sponsorów (lub ich brak), a koszty zorganizowania biegu są może mniejsze, ale nie znikają tylko dlatego, że bierze w nim udział niewielu uczestników. Czyli co – pewnie wyższa opłata startowa? Otóż… nie, jest odwrotnie! Obecnie możemy przyjąć, że wydatek związany z wzięciem udziału w biegu na dystansie 21,1 km w dużym mieście to ok. 80-100 zł. Coraz częściej jednak wysokość opłaty zależy od wielu czynników. A Poznań Półmaraton jest w tym zestawieniu wyjątkiem, bowiem przez cały okres zapisów jest to stała kwota 90 zł dal każdego chętnego. We Wrocławiu natomiast postawiono na progresję kosztów opłaty wpisowej, a jej wysokość zależy od ilości chętnych, którzy już zgłosili swój udział. Za to Warszawa swój system zróżnicowała bodaj najbardziej: inne opłaty są dla obcokrajowców, inne dla Polaków, inne dla w pakiecie standard, inne pakiecie w premium, a na dokładkę tego wszystkiego w zależności od terminu zgłoszenia uczestnictwa opłata też jest… różna 😛 Z czego to wszystko wynika? Przecież to właśnie duże biegi mają potężnych sponsorów (m.in. PKO, PZU, ORLEN), którzy łożą wszak niemałe pieniądze za możliwość zyskania miana sponsora tytularnego, czyli możliwość umieszczenia swojej nazwy i logotypu w oficjalnej nazwie imprezy. Cóż… Im większy bieg, tym konieczność zaangażowania większych środków w zabezpieczenie miasta i uczestników ze strony służb, a także większe biura zawodów czy większa liczba wolontariuszy (którym i tak mimo ich nieodpłatnej pracy trzeba zapewnić dojazd, wyżywienie itp.). A oprócz tego wszystkiego mamy też w Polsce „nową świecką tradycję” która podnosi cenę udziału w zawodach – pakiet startowy. Oczywiście na bogato!

 

PAKIET STARTOWY

Pamiętam swój pierwszy półmaraton w Poznaniu w 2011 roku (4 POZnan* Półmaraton), gdzie opłata wynosiła 40 zł. Koszulka była BAWEŁNIANA, z nadrukowanym logo imprezy na piersi i drugim – ówczesnego sponsora – „aż” na rękawku, w zestawie był jeszcze chyba tylko chip na but, kupon na bufet przed oraz po biegu, kilka broszur i ulotek, izotonik i… tyle. Piękne czasy 😉 A potem stało się coś czego brzemienne skutki odczuwamy do dziś: organizatorzy chcąc przyciągnąć coraz więcej biegaczy do swojej imprezy, zaczęli ich zachęcać coraz bogatszymi pakietami startowymi. Zaczęło się od tego, że koszulki bawełniane zastąpiono technicznymi. Kiedy nadszedł wreszcie moment, że wszyscy zaczęli dawać koszulki techniczne w zestawach, wówczas rozpoczęto urozmaicać pakiety torbami, kurtkami, szlafrokami, ręcznikami, pendrive’ami… Ciekawe, czy doczekamy momentu kiedy w zestawie startowym jakiegoś biegu będą buty? 😛 Tak czy owak – to wszystko kosztuje, co przekłada się też na cenę pakietu. Bogaty pakiet startowy to cecha wyróżniająca duży bieg od małego, choć  przyznać należy, że w ostatnich latach także organizatorzy mniejszych imprez starają się jak mogą urozmaicać swoje pakiety startowe – nie zawsze im to wychodzi, ale się starają 😉

 

BIURO ZAWODÓW

To nie przypadek, że w Poznaniu, Warszawie, Gdyni czy Szczecinie nie odbierzesz pakietu startowego w dniu zawodów (z tego schematu wyłamuje się jedynie Kraków i Wrocław). Po prostu – dzień zawodów jest tylko i wyłącznie dniem zawodów. Przy organizacji biegu na kilka tysięcy osób zwyczajnie nie ma ani czasu, ani miejsca na wydawanie pakietów uczestnikom. Oczywiście, że tak byłoby dla zdecydowanej większości z nas najprościej i najłatwiej – idziesz „na bieg” tylko raz i załatwiasz wszystko: pakiet, depozyt, bieg i bufet po biegu. Tylko, że tak się po prostu nie da ze względu na logistykę imprezy! Wyobrażacie sobie, co by się działo na Międzynarodowych Targach Poznańskich, gdyby w dniu zawodów 11 tysięcy osób chciało odebrać swój pakiet startowy choćby godzinę przed zawodami? Armageddon! Oczywiście z technicznego punktu widzenia, jest to jak najbardziej to zrobienia, tylko że wówczas… znowu wzrosną koszty obsługi biegu. Czyli wzrośnie cena za udział w nim. A tego chyba nikt nie chce, prawda?

 

TŁUM

Ten element jest dla mnie głównym czynnikiem, który odróżnia bieg mały od dużego. Na mniejszych biegach możesz odczuć to, do czego jesteś przyzwyczajony chociażby na długich wybieganiach, czyli do tzw. „samotność długodystansowca”. Innymi słowy przyjdzie taki moment w trakcie zawodów, kiedy będziesz biegł sam, a im mniejszy bieg, tym szybciej takie coś się zdarzy. W biegu masowym coś takiego nie nastąpi. NIGDY. No chyba, że biegniesz w naprawdę dobrym tempie, na wynik rzędu 1:20:00, choć i to przy obecnym poziomie wytrenowania biegaczy amatorów też już nie jest takie oczywiste… Bieganie w tłumie ma swoje plusy, ale i minusy: w grupie łatwiej zachować tempo, samodyscyplinę, motywację. Z kolei jeśli do tej pory nigdy nie biegłeś pośród tylu osób dookoła Ciebie, to możesz poczuć się nieco dziwnie – znam osoby, które z tego powodu czują pewnego rodzaju dyskomfort w trakcie zawodów.

 

PACEMAKERZY

Kiedyś obecni jedynie na największych biegach, teraz standard również na mniejszych imprezach. Im większy bieg, tym więcej grup pacemakerów i tym większe te grupy: obecnie na dużych biegach to najczęściej tzw. „trójki”, ale zdarzają się też 4- lub 5-osobowe zespoły „zajęcy”. Wynika to tylko i wyłącznie z zabezpieczania się organizatora na wypadek jakiegoś nagłego zdarzenia losowego, nieszczęśliwego wypadku lub innej niedyspozycji, wśród tej, co by nie powiedzieć, bardzo ważnej grupy osób. Obecnie większość organizatorów biegów ustala zespoły „zajęcy” co 5 minut począwszy od 1:30:00, na 2:15:00 kończąc. Na mniejszych biegach pacemakerzy to najczęściej pary, a dodatkowo są większe odstępy między nimi (np. co 10 minut, czyli 1:40:00, 1:50:00 itd.).

 

IMPREZY TOWARZYSZĄCE

Duże biegi starają się zadbać o biegaczy kompleksowo i na samym perfekcyjnym przygotowaniu biegu od strony technicznej nie poprzestają. Największe półmaratony (i maratony) w Polsce to także:

a) prelekcje dla uczestników (najczęściej odbywające się dzień przed biegiem), w których porusza się tematykę treningu, prawidłowej techniki biegu, czy też diety i jej znaczenia w przygotowaniach sportowca amatora

b) targi biegowe / expo (stoiska producentów odzieży, odżywek i innego sprzętu dla biegaczy)

c) w wieczór przed startem odbywa się tzw. pasta party (wszelkiej różnorodności makarony przygotowane specjalnie i tylko dla uczestników biegu, raczej zawsze udział wliczony jest w cenę pakietu startowego)

d) masażyści i fizjoterapeuci będący do dyspozycji biegaczy od razu po przekroczeniu linii mety

e) medal za ukończenie biegu, który jest przygotowany (projektowo) do indywidualnego grawerunku (np. tuż po biegu, w wydzielonym przez organizatora miejscu, najczęściej za dodatkową opłatą)

 

 

Jak widać łatwo znaleźć kilka różnic między biegami masowymi, a mniejszymi imprezami. Większość z nich nie jest fanaberiami organizatora, który chciałby ułatwić w jakiś sposób sobie pracę, lecz mają one solidne podstawy w logistyce i organizacji. Warto o tym wiedzieć, aby uniknąć zaskoczeń, i żeby niesłusznie nie krytykować organizatora za jego dobrze wykonaną pracę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *