MEZO – ŻYCIÓWKA – RECENZJA

Bartosz Wesoły

Wyjaśnijmy sobie jedno: wybitny znawca muzyki ze mnie żaden. Zapytany „Czego słuchasz?” odpowiedziałbym: wszystkiego. W perspektywie recenzji, akurat tej konkretnej płyty, jeszcze ciekawiej zrobi się kiedy przyznam, że absolutnie nie jestem fanem hip-hopu. Od każdej reguły istnieją jednak wyjątki i twórczość Meza do takich wyjątków zaliczam. Po pierwsze: nie jest to takie nawijanie jak np. Peja lub podobny mu raper. Po drugie: lubię Jacka. I jako biegacza amatora (którego progres mi imponuje i autentycznie go podziwiam), i jako muzyka (który wylansował kilka hitów, jakie to do teraz ludzie nucą sobie pod nosem), i jako człowieka (który podniósł się po kilku ciosach otrzymanych od życia, a także jako społecznika).

A jakby tego wszystkiego było mało nigdy w życiu żadnej recenzji nie napisałem. A ten wstęp jest już prawdopodobnie dłuższy niż sama recenzja, która będzie istnym sprintem. Konkretnie: trzy rzeczy dosłownie aż biją po uszach kiedy słucha się tej płyty: pasja (do biegania), miłość (do żony) i szczerość („do bólu”).

„Kochanie, pokochałem bieganie”

To ewidentnie z tej płyty słychać. Prawie połowa z 16 utworów na niej umieszczonych jest sściśle o bieganiu lub z bieganiem powiązana, w kilku pozostałych motyw biegania raz po raz się przewija. Singiel „Życiówka” promujący album (pod tym samym tytułem), biorąc pod uwagę obecną liczbę wyświetleń na YouTube, już jest hitem i tym samym dołącza do mimo wszystko wąskiego grona piosenek motywujących tekstem, a nie rytmem, bitem czy innym dźwiękiem. Biegasz? Lubisz słuchać muzyki w trakcie biegania? A może chciałbyś posłuchać o bieganiu, ale niekoniecznie w trakcie treningu? Lub po prostu chcesz się przekonać czy to co Ty myślisz o tym sporcie jest tożsame z przemyśleniami Meza? Jeśli odpowiedziałeś twierdząco, to ta płyta jest zdecydowanie dla Ciebie i mało prawdopodobne abyś był nią zawiedziony.

„Zawsze patrzę na tę jasną stronę”

To też słyszymy bardzo wyraźnie w piosenkach. Okres zawirowań w życiu Meza minął. Jacek już swoje wie i swoje przemyślał. W jego życiu ponownie zagościła harmonia i spokój, artysta może więc skoncentrować się na tym co mu wychodziło najlepiej przez całe życie – na tworzeniu muzyki, w której będzie oczywiście odbicie jego aktualnej sytuacji życiowej na każdym możliwym froncie, w tym także sfery uczuciowej. Najważniejszy komunikat – Mezo znowu wciąż wierzy w miłość! Jest kilka piosnek, które siłą rzeczy mi bardzo przypominają twórczość zespołu Sumptuastic i jak dla mnie – strzał w 10! Lubię Sumptuastic i mam olbrzymi sentyment to ich twórczości sprzed lat, tym milej słucham tych utworów Meza.

„Persona Non Grata wraca”

Dystans. Nie, nie 42,2 km, czy choćby półmaratoński. Dystans jaki Mezo ma do siebie, do swojej twórczości, do biegania, do uczuć także. Uwielbia biegać, chwali to wszem i wobec, ale to nie znaczy, że bieganie jest „och i ach”. Utwór „Ściana” (mój osobisty faworyt wszystkich piosenek na płycie) jest tego dobitnym przykładem. Opatrzony czarny humorem, który być może zrozumieją tylko biegacze, ale przede wszystkim szczerze i dobitnie Jacek opowiada w nim o jednej z „najprzyjemniejszych” rzeczy w bieganiu długodystansowym. Z przekąsem komentuje otaczającą nas rzeczywistość, w tym politykę w kraju i na świecie. Nie omieszka też dodać trzech groszy o twórczości swojej i innych raperów. Tak jak pewien korespondent zza oceanu – mówi jak jest.

Dla kogo jest ta płyta?

Dla każdego, naprawdę. Dla biegaczy? Oczywiście. Dla przeciętnego Kowalskiego? A i owszem. Kilka piosenek zaliczyłbym do gatunku tzw. „adult contemporary”(w wolnym tłumaczeniu: dla dojrzałych ludzi), kilka jest potencjalnymi hitami radiowymi. Jest też parę, które mimo swojego potencjału raczej w najwiekszych rozgłośniach nie usłyszymy (wulgaryzmy) i dla nich też warto tę płytę kupić, przy czym nie mam tu na myśli samych wulgaryzmów – jeśli Mezo „rzuca mięsem”, to nie pod publikę, czy w celu zwrócenia na siebie uwagi, tylko dlatego, że każdy z nas by w danej sytuacji zaklął. Szczery chłopak z niego po prostu, pisałem.

Reasumjąc: czy kupować? Jak najbardziej – Lajner w formie. Nie tylko biegowej. Polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *