RYS HISTORYCZNY

Formatownia jako blog o bieganiu powstała we wrześniu 2010 roku, a jej pierwotnym założycielem był Kuba Pudliszewski. Jak sam przyznaje:

„Powody ku temu były banalne: lubiłem pisać i biegać, stąd blog wydawał się naturalnym wyborem. Do tego dochodził czynnik motywujący – kolejne wpisy, komentarze odwiedzających mocno zachęcały mnie do treningów. Był taki moment, gdzie zacząłem być przez blog kojarzony na biegach i dokładnie gdzieś w tym momencie zaczęły się moje problemy zdrowotne, które oznaczały koniec tamtej Formatowni”

Z Kubą znaliśmy się jeszcze z czasów podstawówki, a raczej wspólnych wakacji pomiędzy okresami nauki – często jeździłem do mojego kuzyna Macieja, spędzić u niego tydzień lub dwa i właśnie podczas jednego z takich „urlopów” miałem przyjemność poznać Kubę – pamiętam, że graliśmy wtedy w piłkę 😀 Minęło kilka lat, a ja z Kubą, widywanym do tej pory tylko podczas wakacji i to coraz rzadziej, zacząłem spotykać się dużo częściej, żeby nie powiedzieć codziennie – to był okres pracy w jednej firmie – MAXIM w Maksymilianowie. Wtedy jeszcze żaden z nas nie myślał nawet o tym, że zaczniemy amatorsko uprawiać jakąś dyscyplinę sportu, a o tym że będzie to ta sama i zrobimy to niemal w idealnej synchronizacji, choć już nie będziemy mieć ze sobą praktycznie żadnego kontaktu, to już w ogóle…

Kuba biegać zaczął na początku 2010 roku, mniej więcej wtedy kiedy i ja, a pierwszy raz po wielu latach od ostatniego spotkania trafiliśmy na siebie (będąc precyzyjnym do bólu – wpadliśmy na siebie na mecie z niemal identycznym czasem 🙂 ) w listopadzie tego samego roku na VI Międzynarodowym Półmaratonie im. H. Florkowskiego w Kościanie. To było pierwsze z wielu takich spotkań na różnego rodzaju biegach ulicznych (patrz zdjęcie) jakie to miały miejsce przez następny blisko rok.

 

img_9043

XXV Bieg Przyjaźni, Widziszewo 21.08.2011 r.

 

W październiku 2011 roku powstaje blog pomaratonie.pl, którego twórcą byłem ja – Bartek Wesoły. Na początku wszystko działało prężnie – wiadomo, jest zapał, są chęci, jednak z czasem liczba nowych wpisów zaczęła maleć, by w końcu osiągnąć perfekcyjne 0. Wtedy zapytałem się Kuby czy nie „wchłonąłby” mnie i mojego bloga pod siebie – wierzyłem, że w ten sposób na nowo mi się zachce tworzyć i faktycznie, przez jakąś chwilę po „największej fuzji w historii polskiej sfery blogowej” tak było 😉 A potem standardowo – mniej, mniej, mniej aż do 0 jeszcze raz. Najpierw przestałem pisać, potem przestałem nawet biegać. Niestety z czasem podobny los spotkał i Kubę. Formatownia wisiała jeszcze dopóki była wykupiona domena oraz serwer, a potem, wraz z końcem czasu na jaki to wszystko było opłacone zniknęła z polskiego internetu, ot tak…

I tak nastał rok 2015, początek sierpnia i mój powrót, po 3 latach kompletnej bezczynności ruchowej, na łono biegania. Postanowiłem wtedy „jako tako” przygotować się do kolejnej edycji półmaratonu w Kościanie, chcąc wówczas ten dystans po prostu przebiec, bez nastawienia na wynik. Poszło nawet lepiej niż dobrze (wyrównałem życiówkę! 😮 ), dlatego po okresie roztrenowania po zawodach zacząłem trenować według planu, znowu zapisując sobie po wykonanych treningach luźne z nich notatki. Z czasem zacząłem je udostępniać na swoim profilu na Facebook’u tworząc coś na wzór mini-bloga, głównie dla siebie, „na stare lata” – żeby było co czytać 😉 Szybko okazało się, że mój styl pisania podoba się części z moich znajomych i lubią mnie czytać, zaś same wpisy z kilkuzdaniowych relacji z treningu przekształciły się momentami w słynne już elaboraty, które testowały min. to ile znaków można zmieścić w pojedynczym poście na FB 😉

Koleżanki i koledzy zaczęli mnie namawiać na (ponowne) założenie bloga, ja jednak w głowie miałem cały czas to jak to się skończyło ostatnio, niejako więc wzbraniałem się przed tym rękami i nogami, mówiłem że mi absolutnie wystarcza to co jest (bo faktycznie tak było). Z pomysłami zaszczepionymi w głowie jest jednak tak, że nie ulatują z niej zupełnie, jeśli trafią na podatny grunt, a taki u mnie cały czas był, w efekcie czego dziś można przeczytać te słowa na „odrodzonej” Formatowni!

15211578_381309328879856_22111542_n

W momencie kiedy piszę te słowa jest 1 grudnia 2016 roku, a ja od ponad roku szczęśliwie biegam i właśnie zaczynam wraz z paczką znajomych pasjonatów tworzyć ponownie bloga, Kuba zaś jest po operacji przepukliny i na razie o powrocie do biegania raczej nie myśli…

ALE! 😀

Kiedy rozmawialiśmy pół roku temu mówił mi, że bieganie to zdecydowanie jest już zamknięty rozdział w jego życiu i w ogóle nie ma tematu. Natomiast kilka tygodni temu na informację, że wznawiam bloga i że czekam cierpliwie na niego jako kompana do biegania i blogera odpisał: „Czas pokaże 😛 „.

To dobry znak! 😀